Fiołki to jednak kwiaty mojej kwarantanny. Po fiołkowej konfiturze przyszła pora na cukier, piękny, pachnący i … trochę ulotny, bo można go przyrządzić praktycznie raz w roku, w sezonie fiołkowym. W mojej zamrażarce natomiast przyczaiło się kilka ślicznych fioletowych główek, które zamierzam wykorzystać do dekoracji ciasta lub deseru.
składniki:
– 3/4 szklanki fiołkowych główek
– 0,5 szklanki cukru
przygotowanie:
Płatki fiołków odrywamy z szypułek i umieszczamy w moździerzu. Dosypujemy cukier i ucieramy do czasu aż kwiaty puszczą sok i cukier zabarwi się na fioletowo. Należy to zrobić starannie, aby nie pozostawić dużych kawałków kwiatowych płatków. Proporcja cukru i kwiatów jest w zasadzie umowna i często wynika stąd, że uda nam się zebrać taką a nie inną ilość fioletowego materiału. Trzeba jednak pamiętać, że im więcej płatków przy stałej ilości cukru, tym kolor jest ciemniejszy i bardziej intensywny.
Świeży fiołkowy cukier możemy umieścić w słoiczku i przechowywać w lodówce. Można wykorzystać go do przygotowania lemoniady lub kremu o jasnym fioletowym kolorze. Polecam ciekawy fiołkowy wpis na moim ulubionym blogu „Zen w kuchni”.
Jeżeli chcemy cukier fiołkowy zużyć później należy go równomiernie rozsypać i podsuszyć w ciepłym miejscu, po czym umieścić w suchym słoiczku. Będzie doskonałą posypką do deserów lub kruchych ciasteczek.